Swirszczynska_-_opracowanie_Joanna_Godlewska.pdf
Anna Świrszczyńska
Ur. 1909 w Warszawie Zm. 1984 w Krakowie
Studia - Uniwersytet Warszawski, polonistyka
1934 - debiut poetycki na łamach tygodnika “Wiadomości literackie” Udział w Powstaniu Warszawskim - sanitariuszka
Wiersze o Powstaniu Warszawskim zawarte w tomie “Budowałam barykadę” (poetyckie arcydzieło) wydany 30 lat po wojnie.
Miłosz o wierszach powstańczych: „Nagromadzenie obrazów piekła w tym zbiorze wykracza poza wytrzymałość czytelnika”. “A. Świrszczyńska jest w tych krótkich, czasem kilku zdaniowych wierszach, obserwatorką. Nie ma w nich wielkich rozważań wojskowych, ani
patriotycznych uniesień. To rozbicie powstania na drobne epizody. Poetce udało się uchwycić ich ludzki wymiar. Pozornie są to beznamiętne relacje, ale jednocześnie - może właśnie przez tę
prostotę przekazu - tak pełne emocji”. Wiersze powstańcze
1) Dwie twarze koloru żelaza
Kiedy z nieba lały się sądy ostateczne,
kiedy żywi zazdrościli nieboszczykom schronienia pod ziemią, ci, co długo tęsknili do siebie, spotkali się przypadkiem.
Patrzyli przerażeni na swoje twarze koloru żelaza, na oczy wilków, na szmaty.
I kiedy znów się rozstali, żeby uciekać przed śmiercią w dwie przeciwne strony, zrozumieli, że umarła ich mała, śliczna miłość
2) Człowiek i stonoga
Ja przeżyję. Znajdę taką najgłębszą piwnicę,
zamknę się, nie wpuszczę nikogo, wygrzebię w ziemi jamę, zębami wygryzę cegły, schowam się w murze,
wejdę w mur jak stonoga. Wszyscy umrą, a ja przeżyję.
3) Niech liczą trupy
Ci co wydali pierwszy rozkaz do walki niech policzą teraz nasze trupy.
Niech pójdą przez ulice których nie ma przez miasto którego nie ma
niech liczą przez tygodnie przez miesiące niech liczą aż do śmierci nasze trupy.
4) Żołnierz mówi do generała (wiersz adresowany do Antoniego Chruściela, ps. “Monter”, który wydał rozkaz rozpoczęcia powstania)
Chodź ze mną generale. Pójdziemy razem zdobywać pięściami karabiny maszynowe i armaty. Kazałeś mi przecież zdobywać pięściami karabiny maszynowe i armaty.
5) Szli kanałami
Szli kanałami / niosła go na plecach / po piersi w śmierdzącym kale / w ciemności bez powietrza / potykała się o trupy tych co się potopili / czepiała się śliskich ścian po których pełzały szczury / Mówiła: poruczniku, niech pan się trzyma za szyję / to już niedługo. / Szli kanałami / błądzili / niosła go na plecach dziesięć godzin. / Gdy wyszła na ulicę pod niebo czystej nocy / sanitariuszki powiedziały: Przyniosłaś trupa.
6) To już koniec
Ten nocy zrozumieli wszyscy, że to już koniec. Zabrakło wody i sił, żeby szukać wody. / Od trzech dni nie ma łyżki gotowanego jęczmienia / na brudnych bandażach śmierdzi
ropa i krew / Oczy, które tydzień nie spały, zamykają się na posterunku bojowym, pod ostrzałem / nogi, co się wlokły kanałami, zmęczone jak kamienie / wypada z ręki pusty pistolet. / Więc kiedy usłyszeli o świcie grzmot czołgów wroga idących do nowego ataku, zrozumieli, że to koniec. / Tego ataku już nie odeprą.
7) Ostatnie polskie powstanie
Opłakujemy godzinę kiedy wszystko się zaczęło, kiedy padł pierwszy strzał. Opłakujemy 63 dni i 63 noce walki. I godzinę, kiedy wszystko się skończyło. Kiedy na miejsce, gdzie było milion ludzi, przyszła pustka po milionie ludzi.
8) Nie miał palta
Żołnierze szli do niewoli, ludzie patrzyli w milczeniu, ludzie stali w milczeniu po obu stronach ulicy. Najmłodszy żołnierz nie miał palta. Nadbiegła z paltem kobieta, żandarm zagrodził jej drogę, biegła, płakała. Ludzie patrzyli w milczeniu, żołnierze szli do niewoli, najmłodszy żołnierz miał dziesięć lat.
9) Godzinę dłużej
Dziecko ma 2 miesiące. Doktor mówi: umrze bez mleka. Matka idzie cały dzień piwnicami na drugi koniec miasta. Na Czerniakowie piekarz ma krowę. Czołga się na brzuchu wśród gruzów, błota, trupów. Przynosi trzy łyżki mleka. dziecko żyje godzinę dłużej.
10) Jej śmierć ma 16 lat
Konając we krwi na bruku, skąd ma wiedzieć, że kona. Jest tak szczelnie wypełniona młodością, że nawet jej konanie jest młode. Nie umie umierać. Umiera przecież pierwszy raz.
11) Miał 15 lat
Miał 15 lat, był najlepszym uczniem z polskiego. Biegł z pistoletem na wroga. Zobaczył oczy człowieka. Powinien był strzelić w te oczy. Zawahał się. Leży na bruku.
Twórczość powojenna
Po wojnie A. Świrszczyńska związała życie zawodowe z pisarstwem (wiersze, scenariusze, sztuki poetyckie, wiersze dla dzieci). Za najważniejszą część jej dorobku uważa się poezję wieku dojrzałego (zrewolucjonizowanie poezji polskiej). Stało się tak za sprawą Czesława Miłosza, który poświęcił jej swoją książkę “Jakiegoż to gościa mieliśmy” (1996) i opracowany przezeń tom “Poezja” (1997).
Tematyka wierszy: cielesność, erotyka, seks, doświadczenia dojrzałej miłości, macierzyństwo. Wątki feministyczne, odmienny od męskiego punkt widzenia świata, biologia kobiecego ciała (rzecz dotychczas w poezji niespotykana). Bohaterka tej poezji jest odważna, bezkompromisowa, silna, wygrywa lub przegrywa, Wszystko bez zasłon, upiększeń, bez zakłamania i fałszywego wstydu.
Czesław Miłosz o poezji A. Świrszczyńskiej: “... stworzyła substancję poetycko wstrząsającą, prostą, bezpośrednią, bez osobistej skóry chroniącej bezpieczeństwo psychiczne. Jej protest wobec braku praw intymnych dojrzałej kobiety zaszokował scenografią poruszenia w stagnacji wyzwolonej kobiecości. Powinna być zaliczana do największych indywidualności poetyckich w dziejach całej literatury polskiej. To jest poezja prawdziwa. Nie jakieś tam stęsknione miauczenie czy kwilenie słabej, samotnej kobiety”.
„Jestem baba” z 1972 i „Budowałam barykadę” z 1974 roku staną się jednymi z najważniejszych tomów w historii polskiej poezji.
Wiersze
Migocą wnętrzności
Dałeś mi rozkosz, dałam ci rozkosz Niepokalani patrzymy na siebie oczami.
W ciele moim i w ciele twoim świeci bursztyn
czysta płeć. Pod skórą migoczą wnętrzności.
Dałeś mi czystość, dałam ci czystość. Największą czystość świata.
Życiorys wiejskiej baby
Dysząc dźwiga na brzuchu cebry. Dysząc dźwiga na plecach wozy. Dysząc ciągnie ze studni wiadra. Dysząc rodzi owoc męskiej żądzy. Dysząc umiera.
Chłopka
Dźwiga na plecach dom, ogród, pole, krowy, świnie, cielęta, dzieci. Jej grzbiet dziwi się, że nie pęknie.
Jej ręce dziwią się, że nie odpadną.
Ona się nie dziwi (…) Stara wariatka
Przychodzi pijana do mlecznego baru, tańczy, zbiera resztki z talerzy,
śpiewa plugawe piosenki, zaleca się do panów.
Potem zasypia w cieple kaloryfera.
Śni jej się, że kocha się z młodym chłopcem.
Siwe kłaki zasłaniają brudną twarz, co opada nagle na stół.
Łzy
Stara kobieta płacze,
utula się w płakaniu jak ptak w gnieździe. Osuwa się w głębokość płaczu.
Zanurza się z głową w ciemne zanurzenie.
Łzy biegną po twarzy jak małe, ciepłe zwierzątka. Głaszczą starą twarz. Litują się.
Padam na ziemię
Padam na ziemię, ustami do czarnej ziemi.
Mówię: Boże, którego nie ma, nie daj, żebym zrobiła krzywdę człowiekowi. Niech mi wpierw odpadnie ręka. Niech mnie spali piorun.
Padam na ziemię, ustami do żywej ziemi.
Mówię: Boże, którego nie ma na najdalszej gwieździe, który jesteś we mnie. Boże doskonały, jak ja jestem nikczemna.
Boże okrutny, oddaję ci na krwawą ofiarę największe szczęście mojego życia. Kobieta mówi rodząc świat
Otwieram się, Rozprzestrzeniam się, Jestem szerokość,
Jestem to, co potężnieje, to, co wydziera się ze swego początku, co wytryskuje z siebie.
Rodzę uciekające w odległość odległości.
Z otworu w moim brzuchu wyskakują obszary, Z moich wnętrzności wybucha świat. Rodzę. Za słabe słowa, na to nie ma słów.
Rodzę oceany początków, powodzie, siły, huczące rozkwity rozkwitów. Kaskady nieustanności i odmiany. Rodzę nieustającą błyskawiczność świata.
Siostry z dna
Mam przyjaciółki na plantach, stare żebraczki, wariatki.
W ich oczach są pierścionki, z których wypłynęły drogie kamienie. Opowiadamy sobie swoje życia od dołu, od człowieczego dna.
Siostry z dna, mówimy biegle językiem cierpienia. Dotykamy swoich rąk, to nam pomaga.
Odchodząc całuję je w policzek delikatny jak woda.
Zostanę babką klozetową
Zostanę na starość babką klozetową.
Będę pisać wiersze przychylne cielesności jak dwa zera. Nauczę się pokory wobec ludzkiego pęcherza i jelit,
co są o tyle mądrzejsze ode mnie.
Może pewnego dnia do dwóch zer przyjdzie cynik Diogenes. Może pogada ze mną o siostrze pęcherza i jelit - o duszy.
Szczyt wstydliwości
Woda w wannie opływa moje ciało, rysuje jego kształt dokładnie jak ołówek.
Nie odsłoniłam ci nigdy nic oprócz ciała, a odsłaniałam je, żeby zakryć duszę.
Osiągnęłam cel i teraz moja nagość czyni mnie niewidzialną. To jest szczyt wstydliwości.
Największa miłość
Ma 60 lat. Przeżywa największą miłość swego życia. Chodzi z miłym pod rękę, wiatr rozwiewa ich siwe włosy. Jej miły mówi: Masz włosy jak perły.
Jej dzieci mówią: Stara wariatka Tęsknię
Tęsknię wnętrznościami i gardłem, moje włosy tęsknią, moja skóra jest zrobiona z tęsknoty. Ale najpotężniej tęskni światło w mojej głowie. Ono nie umiera nawet we śnie. Kiedy umierają włosy, wnętrzności i skóra.
Poród
Dwadzieścia godzin wyje jak zwierzę.
Lekarz chce jej pomóc. Nacina nożyczkami żywe ciało bez znieczulenia.
Nie zauważyła tego.
Zbyt potężna jest tortura rozstępujących się kości. Jaki szatan wymyślił świat.
Cicho
Cicho zamknęły się drzwi za odchodzącym. Nie obudziły się śpiące dzieci.
One dopiero rankiem się zdziwią, że tak cicho zawalił się w nocy ich dom.”
O życiu Anny Świrszczyńskiej dowiadujemy się z jej dziennika “Zapiski intymne”, które powstały po rozstaniu z mężem. Tam są opisane jej relacje z innymi mężczyznami, m.inn. z Tadeuszem Różewiczem.
Liczne nagrody i wyróżnienia.
W r. 1957 została odznaczona Krzyżem Kawalerskim, a w r. 1975 Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.
Nakładem wydawnictw PiW i Wydawnictwa Literackiego ukazało się 19 tomików wierszy, 12 scenariuszy teatralnych, 10 scenariuszy teatralnych dla młodzieży.